Zdrowe jedzenie

Dieta genotypowa – Dr Peter D Adamo

Człowiek a geny: dynamiczne partnerstwo
Osnową niniejszej książki jest prosty, acz radykalny i zaskakujący wniosek: dysponujemy mocą zmiany zachowań naszych genów. Część owej mocy znajduje się w gestii naszych matek, w trakcie dziewięciu miesięcy, które poprzedzają poród. Jednakże w znacznej mierze przejmujemy tę moc sami, kiedy tylko pojawiamy się na świecie.
Świadomie lub nie, całe życie wpływamy na aktywność naszych genów. Biorąc do ust pierwszy łyk wina albo piwa, podkręcamy genetycznie zaprogramowaną zdolność organizmu do antyalkoholowej detoksyfikacji. „Pracując” nad piękną letnią opalenizną, uaktywniamy geny, które kontrolują produkcję melaniny. (Melanina to pigment, chroniący skórę przed nadmiernym zbrunatnieniem pod wpływem słońca). Nawet złapanie infekcji, choćby takiej jak łagodny katar albo grypa, powoduje wzmożenie aktywności genów w szpiku kostnym, wytwarzającym białe krwinki, konieczne dla wyzdrowienia. Geny wcale nie działają niezmiennie wedle zaprogramowanych instrukcji. Stanowią dynamiczny, aktywny element życia, codziennie reagując na bodźce środowiskowe, dziedziczne i na dietę.

Genetyczni „rajcowie”
Wielu z nas postrzega geny jako „dyktatorów”, komórkowych tyranów, wymuszających czynienie czegoś w określony i niezmienny sposób. To przekonanie wzmacniane jest od dziesięcioleci przez propagowane przez media relacje o odkryciach roli genów w determinowaniu stanu zdrowia, odporności organizmu czy podatności na szczególne schorzenia. Naczytaliśmy się dużo o genie raka sutka, dziedzicznej depresji czy nowych badaniach na takie „genetyczne” choroby, jak pląsawica przewlekła (pląsawica Huntingtona) czy choroba Taya- Sachsa. Zdarzają się nawet telewizyjne doniesienia sugerujące, że geny są odpowiedzialne za cechy charakterologiczne, w rodzaju nieśmiałości i nadwrażliwości. Stąd łatwo odnieść wrażenie, iż geny to niejako nasze przeznaczenie – nieugięci tyrani, nie znający litości.

W istocie geny, organizm i czynniki środowiskowe wzajemnie na siebie oddziałują, niczym rajcowie w miejskim ratuszu. Geny można zatem przyrównać do urzędników, których zadanie polega na zasy-gnalizowaniu problemu, którym trzeba się zająć. Są one „hałaśliwe” i „natrętne”, pchając się do mikrofonu i uparcie, rozwlekle poruszając swoją sprawę. A większość na takim „zebraniu”, stateczni, spokój ni obywatele, siedzą bezczynnie, patrzą i słuchają.
Wiadomo, że na podobnych „naradach” wszystko idzie gładko, gdy człowiek czuje się zdrowy i żywotny. Mamy optymalną wagę ciała, dużo energii, bez trudu zwalczamy przeziębienia, grypę, a nawet trapiące nas sporadycznie poważniejsze infekcje.

Jednakże cóż wtedy, gdy ktoś ma nadwagę, wzdęcia, zmaga się z brakiem energii życiowej, ma szarą, ziemistą cerę i słabe włosy, zimą co rusz zapadając na przeziębienia? Gdy lekarz ostrzega kogoś takiego o zagrażających chorobach serca, cukrzycy i innych wyniszczających organizm schorzeniach?
W takim wypadku zebranie genetycznych „rajców” przebiega burzliwie. Trzeba powstrzymać odpowiedzialny za stany zapalne gen, który „pcha się do głosu”, i zachęcić do wystąpienia spokojniejsze, przeciwdziałające zapaleniom geny. Być może zajdzie konieczność uaktywnienia genów leczniczych, produkujących białe krwinki w celu zwalczania infekcji. A może warto uciszyć jakiś przesadnie „zapobiegliwy” gen, chcący magazynować niemal wszystkie konsumowane kalorie. Takie geny „sądzą”, że chronią człowieka przed przyszłorocznym głodem i postępują w „dobrej wierze”. Należy jednak sobie uświadomić, że w istocie ich działalność prowadzi do nadwagi i cukrzycy, więc trzeba je okiełznać.
Każdy człowiek dysponuje wielkim repertuarem możliwych reakcji, zakodowanych w odziedziczonej strukturze genetycznej. Nasz cel sprowadza się do spożytkowania stosownej części tego dziedzictwa i uciszenia pozostałej, tej w danych warunkach mniej korzystnej. I to stanowi właśnie treść niniejszej książki.

Jak nietrudno odgadnąć, najlepsza strategia sprowadza się do stosownej diety i ćwiczeń. Odżywianie i ćwiczenie we właściwy sposób uruchamiają odpowiednie geny i tłumią te mniej nam przydatne. A ponieważ każdy z nas odziedziczył jedyny w swoim rodzaju zestaw genów – czyli zestaw cech psychofizycznych – to i każdy wymaga przygotowania diety i planu ćwiczeń fizycznych właściwych właśnie dla niego. Metody, które sprawdziły się w przypadku współmałżonka, znajomego czy nawet rodziców, tobie samemu mogą zaszkodzić – tak jak diety, na których jedna osoba chudnie i odzyskuje zdrowie, a druga przybiera na wadze i traci witalność. „Modne w danym sezonie” stroje rzadko leżą dobrze na wszystkich, a to samo odnosi się do modnych, „uniwersalnych” diet. W celu optymalizacji funkcjonowania własnego organizmu trzeba odżywiać się odpowiednio do swojego GenoTypu.

Medycyna genetyczna a zdrowie na poziomie komórkowym
A zatem, rozwijając przytoczoną analogię, należy zadać sobie pytanie, kto jest obecny na naszym „posiedzenie rajców” i jak podejmowane są na nim decyzje? Obszerniej odpowiem na to w 1 części niniejszej książki, teraz jednak omówię rzecz w skrócie.
Jeden z kluczowych czynników to, rzecz jasna, geny, z którymi przychodzimy na świat. Geny owe determinują mnóstwo rzeczy i spraw, w tym sposoby reagowania na zagrożenia środowiskowe, skłonności do alergii i ataków astmatycznych, to, że magazynujemy kalorie jako tłuszcz, czy też szybko je spalamy. To właśnie nasi „obywatele miasta” – nie oni jedni występują wszakże na spotkaniu w ratuszu.

Inny kluczowy czynnik to środowisko, otoczenie. Można go przyrównać do jednego z miejskich urzędników – tego, który ustala przebieg narady. W zależności od tego, jaki rodzaj zagrożeń występuje w otoczeniu człowieka, jego „geny-obywatele” decydują się na taką lub inną reakcję.
Weźmy bardzo prosty przykład; silne nasłonecznienie stawia uczestników zebrania przed konkretnym problemem: jak ochronić się przed poparzeniem! Jeśli ktoś ma od urodzenia bladą cerę, to ostre słońce stanowi dla niego bezpośrednie zagrożenie. Jeżeli geny nie zareagują, osoba taka szybko dozna poparzeń drugiego stopnia.

Na szczęście, korzystamy z pewnej genetycznej opcji: komórki naskórka przystępują do produkcji dodatkowych dawek melaniny, która nadaje skórze ładną, ochronną opaleniznę. Tak więc gdy środowisko „ogłasza” nowe zagrożenie, narzuca niejako program posiedzenia – i geny reagują w sposób właściwy. Odpowiedzialne za produkcję melaniny geny podchodzą do mikrofonu i wypowiadają swoją kwestię. I mówią tak długo, dopóki zagrożenie – w postaci nadmiaru słońca – jest obecne. Kiedy zaczyna ono świecić słabiej, wtedy środowisko porusza nowe zagadnienie: problem uzyskania odpowiedniej dawki witamy D z promieni słonecznych. A skoro cel ten łatwiej osiągnąć bladej skórze, geny melaninowe tracą chwilowo prawo głosu. Do mikrofonu przeciskają się geny „bladej skóry” i naskórek odzyskuje naturalną barwę.

Oczywiście, niektórym z nas braknie nieco genów uruchamiających produkcję melaniny. Tacy ludzie rzadko bywają ładnie opaleni i ryzykują poparzenia, wystawiając się na działanie słońca. „Głos’ takich melaninowych genów trudno dosłyszeć. U innych, mających śniadą cerę, geny owe „przemawiają” niemal nieprzerwanie. A zatem zebranie rajców nie ma pełnej swobody, niemniej częstokroć dysponuje możliwością jakiegoś manewru. Aby chronić nas przed zagrożeniami środowiskowymi, nasze geny nierzadko albo „przemawiają”, albo milczą”.
Inny czynnik, wpływający na przebieg genetycznej „narady”, stanowi dieta. Pomyślmy o niej jako o innym urzędniku zasiadającym na podium i zachęcającym do różnych reakcji geny na widowni. I znów w danym przypadku nie mamy nieograniczonego wyboru – musimy uwzględniać cechy wrodzone. Jednakże to, co „powiada” dieta, może mieć wielki wpływ na to, które geny „przemówią”, a jakie zachowają milczenie.

Przykładowo niektórzy ludzie rodzą się z „zapobiegliwymi” genami, których funkcja sprowadza się do chomikowania każdej nadprogramowej kalorii w postaci tłuszczu. Dobrze, gdy geny takie odzywają się i to głośno w warunkach niedożywienia – w istocie zapewne właśnie po to się rozwinęły, by chronić nas przed głodem. Kiedy jednak pokarmu nie brakuje, lepiej, żeby geny te „siedziały cicho”, a człowiek nie przybierał nadmiernie na wadze. Dieta zasobna w węglowodany i cukry proste zachęca takie geny do „zabierania głosu” i niedopuszczania do wypowiedzi innych genów. Z kolei konsumowanie większych ilości chudych białek usprawnia reakcję organizmu na hormon zwany insuliną, aby ten powściągnął „zapobiegliwe” geny, a człowiek mógł schudnąć.

Znowu inni z nas mają geny „reaktywne”, które nadmiernie mobilizują układ odpornościowy do działania w obliczu najmniejszego zagrożenia. Geny owe wywołują stany zapalne – gorączkę, obrzęki, ból, nadprodukcję białych krwinek – przy byle okazji. Mogą powodować alergię, ataki astmy, reumatoidalne zapalenie stawów i mnóstwo innych schorzeń. Dieta zbyt bogata w „białka reaktywne”, takie jak gluten (zawarty w takich zbożach, jak pszenica, żyto i jęczmień) czy lecytyny (znajdujące się w niektórych ziarnach i nasionach, orzechach i warzywach), skłania wspomniane zapalne geny do zabierania głosu. Z kolei sposób odżywiania, uwzględniający konieczność ograniczenia spożycia wymienionych produktów, zmusza te geny do tego, by wróciły one na swoje miejsce i zamknęły usta. Wtedy astma podda się kontroli, bóle stawów ustąpią, a ze schorzeniami, które wcześniej nieznośnie dawały się we znaki, da się żyć.

A więc nasz podstawowy i pierwszy cel to przywrócenie porządku na spotkaniu genów – miejskich „urzędników” i „obywateli”. Trzeba wsłuchać się we właściwą część naszego genetycznego zestawu i uciszyć te geny, które w danej sytuacji nie są zbyt przydatne. Genów, od-powiadających za nasze predyspozycje do pewnych dolegliwości i chorób, nie można dopuszczać do głosu, natomiast te geny, dzięki którym czujemy się zdrowi i radośni, które sprzyjają długowieczności i żywotności nawet w podeszłym wieku, winny wypowiedzieć swoje słowo.

To właśnie określam mianem medycyny genetycznej i jest to pierwszy punkt naszego programu GenoTypowego – w istocie programu korygowania reakcji genów. W związku z tym opracowałem odrębne plany dietetyczne dla każdego GenoTypu, ze szczególnym uwzględnieniem produktów spożywczych i suplementów, które optymalnie uciszają niektóre geny i dopuszczają do głosu inne, co stwarza warunki do zachowania możliwie najlepszego zdrowia, idealnego ciężaru ciała oraz witalności. A skoro każda z funkcji organizmu ma swój początek w genach, to medycyna genetyczna jest najbardziej dogłębnym i trwałym sposobem wprowadzenia stosownym zmian; stanowi najszybszą metodę wdrożenia pożądanych korekt i najpewniejszy sposób na czerpanie z nich korzyści.

Cóż jednak, gdy szkody już wystąpiły, czyli gdy na naszym miejskim zebraniu zapanował zgiełk i chaos? Co z bólem stawów, wywołanym przez nadczynność genów reaktywnych, zestarzeniem się tkanek pod wpływem magazynowania cukrów prostych przez zapobiegliwe geny? Szczęśliwie, za pomocą diety można odwrócić i te zmiany. To właśnie drugi z komponentów programu GenoTypowego czyli to, co nazywam medycyną komórkową. Żywność i suplementy, które odżywiają i oczyszczają komórki, przywracają zdrowie niedomagającym narządom oraz odtwarzają zdolność komórek do prawidłowego reagowania na hormonalne sygnały. Za sprawą medycyny komórkowej można podjąć naprawę szkód, będących efektem lat nie-właściwego trybu życia – zamieszania na naszym genetycznym zebraniu w miejskim ratuszu.

A oto dobre nowiny. Po przeprogramowaniu genów na zdrowsze funkcjonowanie i naprawieniu nagromadzonych na poziomie komórko-wym szkód, można złagodzić pewne dietetyczne restrykcje i urozmaicić zjadane posiłki. Nie oznacza to wprawdzie odrzucenia wszelkich ogra-niczeń w tej mierze – nasze organizmy nie są do takiej „swobody” przy-stosowane! Jednakże zapewne pojawi się szansa rozszerzenia repertuaru żywieniowego przy zachowaniu optymalnej wagi ciała, witalności i zdrowia. Co więcej, dowiemy się, jak wykorzystywać żywność do uchronienia się przed zagrażającym schorzeniem, na przykład w obliczu silnego stresu. W takich kryzysowych okresach można czasowo prze-chodzić na ściślejszy wariant własnej diety GenoTypowej, by potem, gdy zagrożenie minie, ponownie rozluźnić żywieniowy reżim.

Czym jest GenoTyp?
Jak już wspominałem, interesują nas zarówno geny, jak i ich reakcja na środowisko. Szczególne znaczenie mają owe reakcje w trakcie dziewięciu miesięcy w łonie matki. Cały ten zestaw – nasz materiał gene-tyczny i jego prenatalne reakcje – nosi właśnie nazwę GenoTypu.
GenoTyp determinuje tak z pozoru trywialne szczegóły, jak ukształtowanie zębów, długość kończyn i układ linii papilarnych. Bardziej istotne, że określa też to, jakie rodzaje artykułów żywno-ściowych będą sprzyjały zachowaniu optymalnej wagi i witalności u danej osoby – i na jakie choroby jest ona najbardziej narażona.

Rozpoznałem sześć GenoTypów: Łowcy, Zbieracza, Nauczyciela, Badacza, Wojownika i Koczownika. Owe GenoTypy rozwinęły się najpewniej przez ostatnie sto tysięcy lat ludzkich dziejów. Są starsze od podziałów rasowo-etnicznych i niekoniecznie pokrywają się z ro-dowodami. Innymi słowy, można być Łowcą w rodzie Zbieraczy albo
jedynym Koczownikiem w rodzie Wojowników. Owszem, indywidualny GenoTyp to efekt genów odziedziczonych po przodkach, lecz również rezultat doświadczeń z okresu płodowego. Geny i dziewięć miesięcy w łonie matki kształtują wspólnie czyjś GenoTyp.
Kiedy wiemy, do którego z GenoTypów przynależymy – a dowiedzieć się tego można z części II niniejszej książki – wiadomo także, jaka dieta, jaki plan ćwiczeń oraz jakie suplementy otwierają w danym przypadku widoki na zachowanie optymalnej wagi ciała oraz zdrowia. Można się też przekonać, jakie produkty spożywcze oraz ćwiczenia chronią najskuteczniej przed schorzeniami, do których przejawiamy skłonności.

GenoTyp a grupa krwi: na czym polega różnica?
Czytelnicy zaznajomieni z moją dietą dla poszczególnych grup krwi mogą w tym momencie zapytać, jak ma się ona do diety GenoTypowej. W gruncie rzeczy oba rodzaje diet stanowią zindywidualizowane programy zdrowotne, dostosowane do specyficznych cech biologicznych i wymagań zdrowotnych. I jedna, i druga uzależnione są w pewnym stopniu od odziedziczonego zestawu genów.
To prawda – i bynajmniej nie chciałbym, aby ci z czytelników, którzy byli tak dobrzy, że nabyli moje książki o dietach dla grup krwi, teraz je powyrzucali! Daję słowo, zawarte w nich informacje nie straciły na znaczeniu i aktualności. Jednakże w ciągu tych lat, odkąd opublikowałem pierwszą z tych książek, przeprowadziłem dalsze badania i dowiedziałem się dużo więcej o tym, jak funkcjonuje ludzki organizm. Z dzisiejszej perspektywy uważam, że koncepcja GenoTypu to doskonalsza, pełniejsza i precyzyjniejsza metoda zrozumienia fizjologii człowieka od idei podziału na cztery grupy krwi. Naturalnie, gdy ktoś wie, jaką specyfiką charakteryzuje się jego grupa krwi, może wykorzystać posiadane informacje na ten temat w określaniu własnego GenoTypu.

Powtórzmy: podział na GenoTypy to uściślony, dokładniejszy sposób zrozumienia funkcjonowania ludzkiego ciała. Ostatecznie tylko jeden gen – jeden gen z około 30 tysięcy! – determinuje grupę krwi, choć ów jedyny wskaźnik daje nam niezwykle dużo użytecznych informacji, o czym przekonały się miliony osób, z powodzeniem stosujących dietę zgodną ze swoją grupą krwi.
W pierwszym rzędzie GenoTypy odzwierciedlają aktywność wielu innych genów, a nie tylko tego, który określa posiadaną grupę krwi. Pomimo że grupa krwi to ważny aspekt GenoTypu, liczą się również inne geny.

Po wtóre, w odróżnieniu od grup krwi, GenoTypy stanowią funkcję nie tylko genetyki, ale i epigenetyki – czyli interakcji między genami a środowiskiem. Ta poszerzona baza informacyjna umożliwia opracowanie bardziej szczegółowej i dogodniejszej diety, dostosowanej do indywidualnych cech biologicznych i temperamentu.
W części I tej książki zapoznam czytelników z naukowymi podsta-wami idei GenoTypowej. Teraz podzielę się tylko ekscytującą informacją o tym, że koncept ów pozwolił na sformułowanie bardziej elastycznego podejścia do kwestii wyboru pokarmów. Na przykład w poprzednich swoich książkach podkreślałem, że osoby z grupą krwi A powinny zasadniczo unikać wieprzowiny i wołowiny. I było to stwierdzenie uzasadnione w przypadku większości ludzi z grupą krwi A. W chwili obecnej stwierdziłem jednak, że pewna grupa osób z grupą krwi A może należeć do GenoTypu Badacza, a w takim przypadku jedzenie nieznacznych ilości czerwonego mięsa może dać korzyści. Z drugiej strony ci z grupą krwi A, którzy kwalifikują się do kategorii Nauczyciela i Wojownika, mimo wszystko powinni wystrzegać się mięsa. Podział na sześć GenoTypów, miast na cztery grupy krwi, umożliwił mi uściślenie pewnych zaleceń – czyniąc je też bardziej elastycznymi.

Jeszcze jedno; cała koncepcja diet dla grup krwi bazowała na zało-żeniu, iż należy trzymać się tego samego sposobu odżywiania przez całe życie, bo nie można zmienić posiadanej grupy krwi! Cóż, GenoTypu także nie można zmienić, ale ponieważ koncept ten uwzględnia nie tylko geny, ale także ich reakcję na dietę i środowisko, to jest on mniej sztywny. Zaprowadziwszy porządek na posiedzeniu własnej „rady miejskiej” – czyli po zachęceniu do wystąpienia właściwych genów i uciszeniu niewłaściwych – można sobie pozwolić na pewną swobodę w dalszym jego prowadzeniu. Gdy tylko nieodpowiednie geny zostaną usadzone na swoich miejscach, wolno od czasu do czasu sięgnąć po żywność źle tolerowaną w czasie, kiedy w organizmie panował nieład. Po naprawie
szkód na poziomie komórkowym można jadać nieco więcej pokarmów, które, być może, wywoływały wcześniej problemy zdrowotne.

Rewolucyjna nowa droga do zdrowia i szczupłej sylwetki
Od chwili, gdy napisałem swoją pierwszą książkę o dietach, spora-dycznie przeglądałem podręczniki dietetyczne innych autorów i uderzyło mnie w nich to, że zawsze promowały one jakiś niezmienny, uniwersalny sposób odżywiania. „Każdy” powinien jadać białka i unikać skrobi, powiadają jedni, albo też „wszyscy”, zdaniem innych, winni jeść więcej węglowodanów złożonych, wystrzegając się przy tym tłuszczów zwierzęcych.

Nie twierdzę wcale, że rady te są bezużyteczne. Chodzi po prostu o to, że nie zawsze się sprawdzają. Starożytni medycy zdawali się lepiej wyczuwać potrzebę indywidualnego podejścia do poszczególnych pacjentów. Zarówno w tradycyjnej medycynie chińskiej, jak w ajurwedzie (starożytnym indyjskim systemie leczniczym) wielką rolę odgrywa świadomość, że ludzie różnią się od siebie. Obie dowodzą, że należy uwzględniać fizyczne, umysłowe i emocjonalne stany osób, zgłaszających się po lekarską poradę. Tymczasem nasza współczesna medycyna szuka uniwersalnych rozwiązań. Jeśli boli cię głowa, weź aspirynę; jeżeli złapałeś infekcję, zastosuj antybiotyk. A jeśli ktoś chce zeszczupleć, powinien jadać mniej produktów zbożowych, za to więcej białek. Takie podejście rzeczywiście okazuje się skuteczne w leczeniu wielu schorzeń, niemniej sprawdza się już gorzej w profilaktyce, podnoszeniu energii życiowej, utrzymywaniu dobrego samopoczucia. Nowoczesne podejście nie jest złe, ale zdecydowanie nie wystarcza.

Wraz z określeniem wymienionych sześciu GenoTypów stworzyłem podstawy dla naukowego zrozumienia naszych zindywidualizowanych potrzeb w zakresie pożywienia, wysiłku fizycznego i suplementacji. Poprzez identyfikację własnego GenoTypu i ustalenie odpowiedniej diety i właściwego programu ćwiczeń można osiągnąć i utrzymać optymalne samopoczucie i ciężar ciała oraz witalność.

Wspaniałe w diecie GenoTypowej jest to, że tak efektywnie zaspokaja ona indywidualne potrzeby. Jeśli czyjąś główną troskę stanowi nadwaga, ów ktoś powinien wiedzieć, że przestrzeganie GenoTypowego trybu odżywiania jawi się najszybszym, najskuteczniejszym i najtrwalszym sposobem na zrzucenia zbędnych kilogramów. Każdy z GenoTypów ma swoją specyfikę w zakresie masy ciała oraz tempa przemiany materii i właśnie z tego powodu każdy GenoTyp potrzebuje innej diety. Realizowanie właściwego dla swojego GenoTypu sposobu odżywiania i planu ćwiczeń udzieli organizmowi wsparcia, potrzebnego do uzyskania i utrzymania optymalnej wagi – i to bez większego wysiłku.

Z niniejszej książki można dowiedzieć się wszystkiego na temat diety GenoTypowej. W części I opowiem o nowych, ciekawych zdobyczach nauki, które naprowadziły mnie na koncept sześciu GenoTypów. Część 11 stanowi opis, jak określić własny GenoTyp. W części III będzie mowa o silnych stronach i słabościach każdego z GenoTypów, wreszcie w części IV zajmiemy się objaśnianiem zindywidualizowanej diety dla poszczególnych GenoTypów.
Tak więc, zaczynajmy! Mam zaszczyt podzielić się z czytelnikami swoimi ważnymi odkryciami.

Fragment książki – Dieta genotypowa – Dr Peter D Adamo

Mogą ci się spodobać także

Brak komentarzy

Odpowiedz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Dieta Cambridge

Podstawą postępowania w leczeniu otyłości jest ograniczenie spożycia energii. Jest to leczenie dietetyczne, co wiąże się zawsze ze zmianą stylu...

Zamknij